Uroczystości pogrzebowe prezydenckiego tłumacza Aleksandra Fedorowicza odbyły się we wtorek w Bydgoszczy. O godz. 8.00 rano trumna z ciałem bydgoszczanina została wystawiona w jego rodzinnej parafii, kościele pw. Św. Polskich Braci Męczenników. Uroczystą mszę świętą odprawił biskup Jan Tyrawa, który podkreślił w swojej homilii - Na temat tragedii z 10 kwietnia powiedziano już właściwie wszystko. Nie zagadujmy zatem tej tragedii, aby jej przez to nie pomniejszyć.
Kondukt żałobny w asyście policji przeszedł ulicami Bydgoszczy do cmentarza parafialnego przy kościele pw. Św. Józefa Rzemieślnika. Pogrzeb miał państwowy charakter i wojskową oprawę. - Dotarli, ale zapłacili najwyższą cenę. Wśród nich był nasz Aleksander Fedorowicz, uczeń bydgoskich szkół, chluba rodziny. Poległ na służbie. Służył nam - Polsce i Polakom. Zebraliśmy się, by oddać Mu hołd, należny wielkiemu patriocie. Cześć Jego pamięci - mówił wojewoda kujawsko-pomorski Rafał Bruski, który przekazał na ręce Albina Fedorowicza, ojca Aleksandra, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Kompania Honorowa WP oddała potrójną salwę, a tłumy obecnych - rodzina, parlamentarzyści, samorządowcy, przyjaciele i znajomi żegnali zmarłego przy dźwiekach Marszu Żałobnego. Dariusz Fedorowicz, brat prezydenckiego tłumacza, wspominał: “Aleksander marzył o karierze wojskowej. Niestety uniemożliwiła mu to niewielka wada serca. Postanowił zatem służyć Ojczyźnie jako dyplomata. Udało mu się (...) przejść przez gęste sito naboru na studia dyplomatyczne w renomowanym Moskiewskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych (...). Po studiach został oddelegowany do Uzbekistanu, gdzie pełnił służbę wicekonsula RP w Taszkiencie (...). Po powrocie z placówki zamieszkał w Warszawie i pracował jako analityk ds. wschodnich w MSZ. Następnie założył kancelarię tłumaczy przysięgłych (...). Rozpoczęła się jego droga spotkań na najwyższym szczeblu. Wielu z nas mogło go zobaczyć, albo częściej tylko usłyszeć jego głos w telewizji i radiu (...). Posiadał niezwykły wręcz dar zjednywania sobie ludzi. Miał niesamowitą łatwość nawiązywania kontaktów. Kto choć raz go spotkał, nigdy tego nie zapomni. Wszyscy wspominają Aleksandra jako niesamowicie pogodnego, wesołego i dobrego człowieka. Pasjonowało go poznawanie świata, lubił też rajdy terenowe. Od kilku lat z pasją uprawiał bieganie i to z niezłymi efektami (...). Był przedstawicielem <<wymierającego gatunku państwo-patriotów>> gotowych do końca służyć Ojczyźnie. Osierocił dziewięcioletnią córkę Karolinę. Zostawił ojca i brata” (fragmenty wspomnienia o śp A. Fedorowiczu autorstwa Dariusza Fedorowicza).