W nocy z 15 na 16 czerwca wędkarz poinformował toruńską policję i straż miejską o zauważonej na Wiśle plamie tłustej substancji. Obie służby nie zadziałały skutecznie. Wskutek interwencji wojewody Zbigniewa Hoffmanna wiemy już, na czym polegał błąd i co zrobić, by podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości.
Wędkarz zadzwonił około 2-3 w nocy na numer alarmowy policji i opowiedział o zauważonej plamie. Policjant przełączył rozmówcę do Toruńskiego Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności, gdzie ten jeszcze raz opowiedział swoje obserwacje, tym razem strażnikowi miejskiemu. Obie służby były przekonane, że sprawą zajmie się ta druga i w efekcie zgłoszeniem wędkarza nie zajął się nikt. Rano, o godz. 8.30 wędkarz powiadomił dodatkowo toruńską delegaturę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Po godzinie inspektorzy dokonali lustracji brzegu Wisły, ale nie stwierdzili już śladów substancji ropopochodnych, ani innego rodzaju zanieczyszczenia. Wydział Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz Wydział Ochrony Ludności Urzędu Miasta Torunia nie zostały powiadomione o zgłoszeniu plamy na rzece. Po interwencji Wojewody Kujawsko-Pomorskiego ustalono, że „dyżurny Policji zamiast przekazać informację o zdarzeniu do dyspozytora Państwowej Straży Pożarnej (zgodnie z procedurą), przełączył rozmowę do strażnika miejskiego. Dyżurny Straży Miejskiej rozmawiając ze zgłaszającym wyciągnął wniosek, że sprawą zajęła się już Policja, natomiast dyżurny KMP uważał, że przełączenie rozmowy do strażnika załatwia sprawę i ten powiadomi straż pożarną”. Dyrektor Wydziału Ochrony Ludności Urzędu Miasta Torunia zobowiązał się do przeszkolenia strażników miejskich pełniących dyżury w Centrum oraz zasugerował przeprowadzenie podobnych szkoleń w stosunku do pełniących dyżury funkcjonariuszy policji. Zasady postępowania w podobnych przypadkach mają również zostać omówione podczas kolejnego posiedzenia Toruńskiego Zespołu Reagowania Kryzysowego.